wtorek, 22 października 2013
czwartek, 10 października 2013
Jesień...
Elżbieta Adamiak...
Jesienna zaduma...
Nic nie mam
Zdmuchnęła mnie ta jesień całkiem
Nawet nie wiem
Jak tam sprawy za lasem
Rano wstaję, poemat chwalę
Biorę się za słowo jak za chleb
Rzeczywiście tak jak księżyc
Ludzie znają mnie tylko z jednej
Jesiennej strony
Nic nie mam
Tylko z daszkiem nieba zamyślony kaszkiet
Nie zważam
Na mody byle jakie
Piszę wyłącznie, piszę wyłącznie
Uczuć starym drapakiem
Rzeczywiście tak jak księżyc
Ludzie znają mnie tylko z jednej
Jesiennej strony
Kocham tę piosenkę i uwielbiam głos Pani Elżbiety...
I jesień kocham...
Babie lato...mimo,że na nim fruwają pająki;)
Mgliste poranki...
Cudowna pora roku!!!
W tej cudownej porze roku się pławię...szczególnie jak jest ona piękna i złota jak obecnie...
Czytam sobie ksiąski Katarzyny Michalak...czytam i płaczę... ehhh
W ramach uwalniania włóczek "uśpionych"...prosta chusta ze zdobycznego moheru... przez wiele lat ta piękna liliowa włóczka czekała na swoje 5 minut...wreszcie się doczekała...
Szybka robótka na drutach nr 8...lekka jak chmurka...
w smudze jesiennego słonka...
Oczywiście staram się także być pożyteczna a nie tylko zapatrzona i zamyślona...
Przyjęłam zamówienie na czapkę...kolor wybrała właścicielka...zakupiła odpowiedni moteczek...a ja no cóż...dano mi wolna rękę...więc udziergałam czapkę krasnala...
Kolor szafirek...pasujący do jesiennej kurteczki;)
A tu na Właścicielce;)
Oczywiście nie byłabym sobą gdybym poprzestała na jednej czapce;)...
Po ostatnich łowach w sh...przyniosłam kilka fajnych moteczków...pojedynczych...więc jak najbardziej nadających się na takie małe projekty;)...
Bardzo fajna mieszanka wełny i akrylu...gruba, elastyczna, miękka...super po prostu...dorwałam szafir, bordo i fiolet....z fioletu czapka już poszła do ludzi...nie ma nawet fotki;)...bordową dostała moja córka;)...a na szafir syn się szykuje;)...
Czapeczki proste , ciepłe i funkcjonalne...mogę je sobie od dziecka pożyczyć...a dziecku dla odmiany "doprawić" jakiś bajer ;)
W sh...oczywiście dorwałam także inne motki w nieco "obciachowych" kolorach...oczywiście były przyczynkiem do moich nowych kolorowych projektów;)
Nieco wściekły melanż-czerwieni, fuksji, fioletu, żółci i niebieskiego...zachęcił mnie do wykonania rozweselających mitenek...a potem i czapki...nie mogłam się oprzeć...
I wcale nie chciałam się opierać;)...
Pozdrawiam jesiennie...nostalgicznie...ciepło...
niedziela, 29 września 2013
Fala grypy powróciła...
Siedzę sobie taka pociągająca i nawet coś tam dziergam pomiędzy atakami kaszlu.
W poprzednim poście ogłosiłam Candy, ale z tego co widzę bardziej od cukierków spodobały się moje mitenki;)))
Bardzo mi miło;)
Nawet padło pytanko czy zrobiłam mitenki do "cukierkowej" peruwiańsko -zamojskiej czapki?
No więc zrobiłam...;)
Najpierw jednak były "zielepuchy" dla Królika;)
To właśnie były Królicze mitenki!
A tu już...turkuśniki;)
A tak wyglądają " w plenerze";) czyli na moim balkonie;)...kiepsko się robi fotki swojej ręce drugą ręką;) hahahahaha
Obie pary razem;)
Czy nie sympatyczne?;)
Zastanowię się czy turkusowych do cukierasów nie dorzucę...hmmmm...w sumie pasują do czapki;)
<3
Pokazuje także "ogryzka"...
Oczywiście najprostszy z ażurków...boszzz jaka ja leniwa jestem...zupełnie nie chce mi się myśleć przy robótkach...a liczyć to już zupełnie ...
Młode postanowiło zaanektować komin dla siebie...
hahahahaha...jak większość moich wyrobów;)
Choć może jeszcze zmieni zdanie...
Nieopatrznie weszłam do sh....nic ciekawego nie było...żadnej włóczki...trudno....
Była za to niewielka, ale uroczo "pstra" kamizelka...
Popatrzyłam i stwierdziłam,że ją spruję i udziergam dziecku komin.
Jako, że mam wiele kolorków wplecionych w białą bukle...będzie pasowała i do różowej i do turkusowej kurteczki...
A gdyby mi nitki zabrakło...zawsze mam szanse dodać;) coś od siebie czyli jakiś inny kompatybilny kawałek włóczki!
No to idę...pozalegać;)...odłogiem;)
Pozdrawiam !
środa, 25 września 2013
Komu cuksa komu???
Nie tak dawno temu...w lipcu chyba to było;)- mój blog obszedł sobie roczek;)
Obiecałam wtedy "jakieś ładne Candy";)
O...
Co znaczy ładne?...
Tego tak do końca nie wie nikt;)...a zwłaszcza ja...
Bo ładne jest to właśnie co się komu spodoba...
Mnie osobiście podoba się wiele rzeczy...
Ładne, mniej ładne,urocze, fajne, zachwycające...ale także zwykłe, proste, banalne a przede wszystkim...kolorowe!
Krzykliwe... klujące w oczy...ale też zabawne i zwracające uwagę;)
No i oczywiście wszystkie "dziwaki";)
Ostatnio jak łatwo zauważyć...z upodobaniem dziergam dla bliskich i dalszych Kuzynów Królika;) czapeczki!
Największym wzięciem cieszą się "zielepuchy"...
Ciekawe dlaczego?
Pozostanie to dla mnie zagadką nieodgadnioną...może są ładne? Doprawdy nie wiem...hmmm
Dziś znajomy-rzuciwszy swoim szarym, uzbrojonym okiem na 2 moje czapkowe wytwory stwierdził...
"o czapki peruwiańskie"...jakoś nie zauważyłam...ale w sumie co ja tam wiem?;)
dalej już mówił o tym, że powinnam do nich dorabiać poncha...
No nie wiem nie wiem....jakoś w mojej okolicy występuje skandaliczny deficyt lam i alpak...
No , ale do rzeczy!
Sponsorem mojego Candy zostaje "czapka peruwiańsko - zamojska";)
Czy ładna?...hmmm...mnie się podoba;)
W kolorze "turkuć"... może ktoś reflektuje?
Dodatkowo do czapki dorzucam 2 moteczki włóczki cieniowanej...coś razem ok 1 km nitki;)
Włóczka w delikatnych kolorkach na chustę lub szal...albo co się komu podoba;)...tyle, że chyba sobie będzie ten ktoś sam musiał udziergać;) haha
Tak więc Candy...na 14 miesiąc blogowania- uważam za otwarte!
Jak to u mnie...aby wziąć udział w losowaniu, które odbędzie się 25.10.2013 r w godzinach wieczornych- należy...
W komentarzach wyrazić na to chęć;)...wyraźnie!!!
Można propagować...ale nie ma obowiązku;)
Zapraszam serdecznie blogowe Koleżanki, ale jak ktoś nie ma bloga a bardzo by chciał;)..to tez może...a co?;)
Mam nadzieję,że wszyscy zainteresowani zdążą;)
<3
A teraz się pochwalę...choć już niektórzy widzieli je już na FB...
Mitenki sobie zrobiłam...
Pozdrawiam !
niedziela, 15 września 2013
Weekend
Weekend pod znakiem gluta i gorączki.
Piękna pogoda a ja jak jakieś- nie przymierzając zombie zasmarkane.
Łazi człowiek tu i ówdzie a tam np. w takiej "Żabce" czy "Stonce" czyhają na niego...nie- nie promocje bo ja się nie odżywiam piwem, orzeszkami i prince polo...ale zasmarkani ludkowie.
Chodzą, czyhają i obkichują....no i wirusik poszedł w świat...szkoda,że ze mną;)
Nadmieniam,że nie robią tego z miłości braterskiej bynajmniej;)
Nic to.
Z glutem nic nie robię...sam przejdzie...z gorączką walczę znanymi i lubianymi lekami anty gorączkowymi;)
W związku z niedyspozycją olałam ciężkie weekendowe prace domowe...
Skupiłam się na lżejszych niemniej jednak niezbędnych.;)
Praca domowa nr 1
Uszyłam woreczek...wypełniłam ryżem.
Jest to pomoc naukowa niezbędna w karierze szkolnej mojej drugiej w kolejności latorośli.
Woreczek ów znalazł się w spisie wyprawki dla kl.I
Jakoś mi "zeszło"...no, ale już jest;)...
Dokładnie przemyślany, zaprojektowany, wykonany...bosky;)
Normalnie hawajski na maxa...
Przepis na woreczek z ryżem jest bardzo prosty:
Potrzebujemy:
1. koszula hawajska rozmiar XXXL z SH za 1 zł;)
2. Ryż...ja kupiłam kg...;)
3. Maszyna do szycia...moja olała współpracę...więc musiałam szyć ręcznie. Wymienię ja na nowszy model...
Bierzemy się i szyjemy;)
Praca domowa nr 2
Zostałam weterynarzem.
I do tego chirurgiem...prawie plastykiem.
Skoro już miałam w dłoni igłę...zmieniłam kolor nici...i
dokonałam niezbędnej operacji.
Naprawiłam nieszczęsną CzikiManki.
Biedula miała ubytek nici na szyi...i gubiła granulki...chyba mózgu;)
...
Teraz leży na pooperacyjnej
Operacja się udała...a pacjent jak widać...nadal jest zabawką;)
<3
Postanowiłam, skoro już się tak rozkręciłam,że powykańczam jakieś "truposzczaki z szafy".
Więc...dwie poduszki zyskały wykończenie... czarne są..więc nie fociłam.
Zaczęłam wykańczać 4 "francuską"...
Zrewidowałam plan poduszkowy...mam już 3,5 przodu poduszkowego...może zrobię z tego jakiś kocyk?;)
Na prośbę Agatki przerobiłam próbkę kwadracikowego sweterka na czapkę;)
Zrobiłam też...trzecią do pary;)...czyli do tercetu..."zielepuchę"...
dla Królika
żeby nie było,ze to jakaś mistyfikacja..pokazuje pozostałe 2 siostry;)
od razu widać różnicę!;)
Normalnie fajnie tak pochorować i sobie nicnieporobić!
Oświadczam tylko, że mimo glutów odbyła się nowa odsłona trzeciej części Harrego Pottera...dla Dziecka nr 1 coby z braku czapek na przykład nie czuło się opuszczone i zaniedbane.
Pozdrawiam...i nie przekazuje wirusa...;)
P.S. Żeby mi sie wieczorkiem nie nudziło... wyjęłam "ogryzka"...i dziergam sobie...z lubością;)
Cmok!
poniedziałek, 9 września 2013
Poszłooooo
Początek roku szkolnego...odbył się jak co roku 1 września- czyli drugiego, ale jakie to ma znaczenie właściwie;)?
Jedyną różnicą było to,że tym razem moje drugie dziecię także pomaszerowało do szkoły...
Nie było łatwo, oj nie było...ale dajemy rade i jest ok;)
W związku z tymi stresującymi sytuacjami mało robótkowałam...
Ukończyłam mojego "resztkowego" entrelac-ka.
Tu w kokonie ...
A tu...po "wykluciu"...
Resztkowy...bo zrobiłam go z niepełnego motka angory batik, który pozostał mi po tym poprzednim;) oraz kilku innych resztek, angory ram..i ultra kasmir.
Oczywiście "ogryzek" bardziej mi się podoba...przez ciemne wstawki i wykończenie stał się taki bardziej mój.
No bo ja w jesiennych barwach niestety wyglądam jak "nieboszczkajakżywa"
Oczywiście jak się okazało w robocie...ten ostatni motek...miał inny odcień...i bardziej skręconą nitkę..
A tu oba...
Wykończenie ultra kasmirem spowodowało,że jest taki fajny, grubszy i bardziej mięsisty...wykończenie melanżem poprzedniego jednak nie było do końca dobrym pomysłem...hmmm
Uwielbiam ten wzór...
Oczywiście mam już chęć na następnego "ogryzka"..bo mi się jakiś napoczęty melanżyk poniewiera w szafce;)
<3
Ale pozostawmy na razie entrelac-ki
Chodzi mi po głowie coś innego...
Wiecie,że kocham kwadraty...
Kocham też miękkie melanżowe sweterki...choć tego to już zapewne nie wiedziałyście;) hahahaha
Natknęłam się w necie na takie cudo...
Piękny prawda?
Looknęłam i się zakochałam...pomyślałam- umiem zrobić!
A co najważniejsze mam w zapasach włóczkę idealną;)...
Dostałam 2 wielkie włóczkowe "jaja" od Przyjaciół z Ameryki
Melanż szaro- różowy z odrobiną czerni...pomyślałam...będzie super...
Do tego melanżu pasowały dwa inne włóczkowe "jaja" ...
I już to widziałam oczami wyobraźni...
Ale jak mówią dziewiarskie szkoły...próbkę wykonać powinnam;)
No i wykonałam...i tu pojawiły się schody...
Normalnie tego różu ...bladego bo bladego i liliowego do tego jest więcej niż szarości...
Lipa na maxiora...wygląda jak krowa łaciata a nie eleganckie kwadraty na sweterek....buuuuuu
Już nawet przemyślałam jakby tu zafarbować nieco ten hipotetyczny sweterek...żeby był jakby ciut bardziej szary...ciut o jakieś 100 %;)
hmmmm.....
No nie wiem...zastanawiam się...
Na razie córka mówi, żebym jej kilka kwadratów dorobiła to sobie zrobi szalki;)
Ale taki miękki sweterek...przydał by się...kurcze...chyba poszukam innej melanżowej włóczki...
miękkiej, szarutkiej....cudnej...
Życie stanowczo jest zbyt skomplikowane...
A do tego jeszcze muszę sobie zorganizować jakąś świetną kreacje na wesele...
No to już w ogóle kosmos jakiś;)
Idę pobuszować w necie za jakimiś sukienkami...łatwymi w wykonaniu...coś takiego ...super efekt z niczego...tu obciąć a tu przyszyć;)
P.S. A tu jeszcze siostry xero..dwie czapeczki;) takie same a jednak...
Pozdrawiam gorąco!
poniedziałek, 2 września 2013
I skończyło się...rumakowanie;)
Wakacje, wakacje...
i
psikus
nie ma wakacji!
Trudno taka karma;)
Jutro szkoła...
Po jutrze ...niestety także praca...eh życie;)
No trudno- rzeczami , na które nie mam wpływu nie zamierzam się zamartwiać;)
Bo niby po co?
Tak więc ukazuje moje ostatnie dziergadełka wakacyjne;)
Modelka lekko niezadowolona...po opowieściach starszego brata...nie pała entuzjazmem do szkoły;)
Pozuje jednak cierpliwie;)
I jeszcze na "placek";)
Placek także pozuje cierpliwie...nad wyraz;)
Zielepuchowa czapka powstała na zamówienie koleżanki... jak ją zobaczyła druga koleżanka zamówiła drugą;)
Tak więc jak tu tak piszę to i dziergam xero tej pierwszej;)
Oczywiście w ramach utylizacji odpadów...utylizuję pozostałości po poprzednim entrelac-u.
Musiałam nieco zmiksować...i dodać tu i ówdzie;) coś innego zbliżonego grubością i dopasowanego kolorkiem;)
Mam nadzieję,że już niedługo z poczwarki wyfrunie niezły motylek;)
Jeszcze tylko wykończenie i będzie pięknie;)
Od jutra więc zaczynamy znowu jakiś mały rozdziałek życia...
ok...jest jak jest...i jest dobrze;)
Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za miłe komentarze i odwiedziny
Dominika
Subskrybuj:
Posty (Atom)






