Pokazywanie postów oznaczonych etykietą crochet blanket. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą crochet blanket. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 2 maja 2017
wtorek, 27 grudnia 2016
Po świętach;)
Jak co roku wierna rodzinnym zabobonom nie szydełkowałam w
Wigilię.
Bo to się "rozum zaplątuje";)
Zaplątać nie chciałam więc
kocyk bliźniak zrobiłam w wigilię Wigilii.
Nie obyło się bez dreszczu stresu i emocji, gdyż kończyłam
kocyk ze strachem w oczach...
Miał być idealnym bliźniakiem poprzedniego.
Ale kurcze nie wyszło do końca.
Poprzedni wykończony jest 8 rzędami i łukami.
Ten rzutem na taśmę...tylko 7 rzędami i łukami.
Tak cyrklowałam "na oko"bo leniwa jestem, że bez rzędu 8
zostało mi 2 m nitki....
Albo mam streeta, albo "kokony" różnią się nieco
długością nitki.
Historia zna takie przypadki.
No więc młodszy bliźniak poza kolorystyką , różni się o 1 rząd
czekoladowej "obróbki".
Cóż nie można mieć wszystkiego ;)
Może to bliźniaki dwujajowe;)??? Któż to wie;)
Kocyk ukończyłam więc 23.12...w godzinach nocnych...
ale nitki poodcinałam w Wigilię
I dopiero mogłam iść spać...snem sprawiedliwego;)
najedzona pierogami z kapustą...prawie wyłącznie gdyż mam
takie uzależnienie świąteczno -pierogowe;)
I dwa bliźniaki;)
Kocuś mój wygląda tak !
Tadam!
W przeciwieństwie do bliźniaka
starszego nie epatuje
różem i pomarańczem neonowym, nawet
nie zielenią neonową...
Bardziej męski jest;)
Chyba;) hahhaha
Jak już kocyk ukończyłam
to się okazało, że nastawała w moim życiorysie
jakaś wyrwa straszna...pustka niemiłosierna;)
CZŁOWIEK SIĘ ZASTANAWIA NAD SWOIM ŻYCIEM;)
I co robi włóczkoholik?
Wyciąga resztki resztek
gołą jak święta turecka poduszkę i dzierga zapamiętale...
tu
kwiatek...
tam kwiatek ;)
I ma poduszkowca podłużnego;)
Pozdrawiam serdecznie poświątecznie;)
Dominika
niedziela, 6 listopada 2016
Znowu jesień
A jak jesień to wieczory dłuuugie.
Popracowałam wczoraj w ogrodzie.
Odniosłam sukces...posprzątałam...liście odpadki.
Stos całopalny leży...i teoretycznie dosycha;)
Praktycznie lakutko przemaka...gdy mży.
Poniosłam straty...
Zniszczone dłonie.
Zmęczone ciało.
Rany cięte i drapane;)
Prawie gotowa jestem do zimy...z moim ogrodem...
jeszcze otulić róże nakryć korą tulipany,
niech śpią i czekają na wiosnę.
Ciemno szaro i ponuro.
Choć trawa nadal zielona...szarość wysysa kolor ze wszystkiego.
Jesiennie.
Listopadowo.
Wieczory długie to rożne "trupy" z szafy mają możliwość
zaistnieć;)
Ten akurat się doczekał.
To zdjęcie jeszcze z października...zimno było, ale słonko
błysnęło.
Następne z dzisiaj...ciemność widzę, ciemność...
Szal ananaskowy...
ufok...
na reszcie doczekał się frędzli...prania i zdjęć...
A wracając do listopada.
Dni szare listopadowe nie nastrajają specjalnie
optymistycznie...
z braku światła generalnie..i ciemności obezwładniającej.
Ale właściwie nie są złe.
Kto mi zabroni otoczyć się światłem i kolorami?
Kto Wam zabroni moi Mili?
No własnie nikt!
No może troszkę nas ogranicza Zakład Energetyczny a
właściwie, jego życzenia...
Życzymy sobie zapłacenia faktury nr...
Ale to nie dziś...więc cieszmy się i radujmy, że mamy czas na
dzierganie;)
Ogrody prawie śpią...
Przetwory zrobione.
Ogrzewajmy nasze serca i dłonie.
Zróbmy sobie coś ładnego...niekoniecznie praktycznego;)
Mięciutki szal...na wiosnę;)???
Wiosna będzie na pewno...więc zróbmy go;)
Ja się napawam moimi kocykami kolorowymi...
wchłaniam światło...
lampy, kolory z motków.
Przekładam...oglądam , dotykam...
Popijam herbatkę.
Ponurą niedzielę ubrałam w puszysty różowy szlafrok...
Na starej zielonej kanapie pełnej czarnego pluszowego
kota mruczącego i kolorów.
Nic nie muszę.
Więc z radością robię to co mogę!
Dziergam sobie z wolna to co chcę a nie to co muszę.
Wszak jest niedziela!
Dzień odpoczynku, relaksu i ciepła...
Oświetlam sobie motki kolorowe...a listopadowa szarość nie ma
do mnie dostępu.
A jeśli ma...to na moich warunkach;)
Bądźmy dobrzy dla siebie;)
Oczywiście dziergam też...kominy...
ilości hurtowe i
czapki bo ogrzać zimę jakoś trzeba;)
Nie wszystkie nawet fotografuje...bo światła nie ma...bo
makijażu nie ma;) hahhahaha
Pozdrawiam Kochani serdecznie!
Cudownej niedzieli życzę...
Tak tak...u mnie od jutra też gonitwa,
ale dziś...dziś jest niedziela!
czwartek, 14 kwietnia 2016
Kwietna łąka...kocyk z "japońskich kwiatków"
Miałam wenę i chęć do pracy....miałam włóczkę i szydełko...
Dwie ręce też...
To i udziergałam....
Znalazłam inspiracje w necie...
Schemacik tez znalazłam...
Przez długi czas dojrzewał we mnie...mój kocyk kwiatowy;)
No i jest!
Nareszcie;)
Trochę spamu zdjęciowo- kocykowego dla Tych co na FB nie śledzą moich poczynań;)
Nadwornym fotografem był jak zwykle Syn Mój jedyny i umiłowany;)
Znaczy dziecko nr 1
Zapytał mnie czy on tę prace musi wykonywać tylko "za miłość"?
Odparłam bezlitośnie, że tak...;)
Postarał się mimo to;)
Pozdrawiam wiosennie i kolorowo
Dominika
czwartek, 9 kwietnia 2015
Poświątecznie-ufokowo;)
Święta się odbyły...
jak co Święta musiałam się zmagać z dziwnym uczuciem...
"że morduję się w tym luksusie";)
Dobrze, że już po;)
Wolę inne...dzień czekolady, dzień orgazmu, dzień hutnika...
włóczkomaniaka;)
hahahah
Nie od dziś wiadomo, że kocyki kocham...szczególnie robić;)
Zawsze jakiś dłubię...a jak nie...to poszukuję...inspiracji na nowy, włóczki, kolorów itd...
Nauczam się "nowego kwiotka" z netu...itp
W związku z tym, że brak finansowy mnie ugniata...embargo włóczkowe trwa!
Robię z tego co mam...więc kombinuję, ale staram się nie zwariować...i jakoś idzie ;)
Powstał kocyk z zapasów.
Fala...monochromatyczna!
Prosta forma- żeby nie powiedzieć nudna...jak fala;) oleju hahahah
Rozmiar...no cóż...spory;)
No kocyk jak kocyk;)
Muszę mu oddać sprawiedliwość, że miękki jest...i przytulny...i ładnie się układa;)
Choć przed chwilą marudziłam na nudną formę- stwierdzam, że falki nie są złe.
Posunę się nawet do stwierdzenia, że nie są to moje ostatnie falki;)
Jakoś nie miałam weny co zrobić z nitkami- złączeniami...ukryłam je we frędzelkach.
Koc zyskał folkowy look;)
Mnie się podoba;)
Sesja częściowo na podwórku jako, że słonko wylazło dziś z za chmur.
No to skończyłam ufoka;)
No i jeszcze jednego skończyłam...
Zazdrostki dla Madzi...oczywiście nie obyło się bez prucia;)
Fotka lipna...przed praniem;)
Wygląda jakby były dwie inne, ale zapewniam, że są jednakowego rozmiaru;)
Poszły już do właścicielki...więc czekam na zdjęcia aranżacji okiennych;)
Więc następny ufok- też zrobiony;)
Jestem dumna z siebie;)
<3
A teraz kit...o pardon hit sezonu;)
Zakupiłam sobie publikacje książkową o ogrodach...
I studiuję...znaczy czytam ze zrozumieniem i oglądam obrazki;)
Bosz, chyba będę musiała jakimś "pożalsięboże" ogrodnikiem zostać;)
Trzymajcie za mnie kciuki;)
<3
Pamiętacie kocyk "surfinie"...i kocyk z "gerberami", który mnie zainspirował?
To te "gerbery"...
I te "surfinie";)
Więc...ten kocyk z gerberami wciąż mnie nawiedza...
i chyba będę musiała coś z tym zrobić...
Co raz bardziej mnie uwiera- a dokładnie to, że powinnam się zmierzyć z oryginałem.
Popełnić go a nie zadowalać się luźnymi impresjami na temat;)
Najgorsze jest to, że odpowiednie moce przerobowe posiadam oraz materiału mam w bród;)
I tak mi się pchają te pink-róże na oczy...
Nosz kurcze!!!
Filmik z gerberami odszukałam w lany poniedziałek o 5 rano...na You Tube...
i zapisałam;)
Chyba sobie taki "uwiję" bo mię te gerbery zaduszą jak dusiołek;)
Pozdrawiam serdecznie
Dominika
Subskrybuj:
Posty (Atom)




