Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Koc szydełkowy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Koc szydełkowy. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 2 maja 2017

Nowy etap w życiu...i maj;)


Człowiek żyje...rośnie, rozwija się...potem się starzeje...i 

umiera;)


Takie jest życie.



Wiedzą to wszyscy...aczkolwiek nie wszyscy chcą poddać się 

temu normalnemu stanowi spraw i rzeczy.

Walczą jak szaleni...o sprawność i młody wygląd, czasem 

szkodząc sobie bardziej niż bardzo.

Jestem jak najbardziej "za" jeśli robi się to z głową. 

Przeraza mnie czasem jednak ten pęd.

Zawsze uważałam, że człowiek powinien starzeć się z godnością.

Starać się wnosić coś do społeczeństwa...choćby pogodę ducha.


A nie tylko gonić, za uciekającą młodością,

inne okresy życia także są piękne, wartościowe i potrzebne.




Nie znaczy to, że powinien czekać, aż umrze nic nie robiąc dla

siebie.

Wygląd jest bardzo ważny. 

Szczególnie w dzisiejszych czasach.


Jest wiele tricków i "oszustw" dla poprawienia urody i wyglądu, bez inwazyjnych...naturalnych, zdrowych!


Dobrze być w tej kwestii kobietą :)


Bo kobietom w tych sprawach...wolno więcej, 

kobiety chcą więcej...potrafią to zrobić...lepiej;)


(od facetów)

Ale wszystko z umiarem.

hahhahah




No i teraz o etapie w jaki ja weszłam.


I co najfajniejsze poczułam, że weszłam, 

jestem i świetnie się na nim czuję!


         


No a jaki to etap?


Etap..."dobrze wyglądasz jak na swój wiek".

hahhahahahhahahhahah


Nigdy nie wstydziłam się swojego wieku.

Bo on nie zależy ode mnie.

Nie zamierzałam go nigdy zafałszowywać...nawet krygując się, 

ze kobiet się o wiek nie pyta;)


Skończyłam w tym roku 43 lata.


Wyglądam jak wyglądam.


 Podobam się sobie o wiele bardziej niż gdy miałam lat 20.


Że weszłam już w ten etap...dowiedziałam się od ludzi,

 którzy co jakiś czas stwierdzają autorytatywnie:



To ile Ty masz lat? 43?...nieźle się trzymasz jak na 

swój wiek.


Nie wyglądasz na swój wiek.


Czasem jest to przyjemne a czasem wręcz okropne, zależy jak i kto to mówi;)


Ale chyba najmilsze było stwierdzenie mojej 

Przyjaciółki...bardzo młodej...



"Chciała bym tak wyglądać jak będę w Twoim 

wieku"


To było coś! 


Super być nic nie znaczącą osobą, 

która nie musi katować się od bladego świtu niczym, 

tylko dlatego, że TV dodaje kg...

albo zmarszczek...

na ekranie...

że właściwie nikogo nie obchodzi czy przytyłam 7 kg 

od grudnia...i zgubiłam 4 przez miesiąc;) 

i wyglądam okropnie, albo jak chora

bo mi się policzki zapadły;)

Być sobie człowiekiem, którego 

lubią przytulić przyjaciele.

Uśmiechać się od ucha do ucha...bo wciąż mam zęby...


i generować zmarszczki mimiczne;)


 Nie mulić imprezy bo nie pije piwa, albo nie zjem

 pizzy...bo o matkoboskoutyję;)

Albo nie daj Bóg nie jestem fit!


hahhahahah


Zabawnie jest wiedzieć, że się jest na kolejnym etapie 

życia...akceptować to...cieszyć tym co on ze sobą niesie.






Takie sobie rozważana przy Święcie 

Majowym...Święcie Flagi;)



No, ale że naprzynudzałam...maxymalnie;)



Teraz maksymalnie przecudnej urody zdjęcia mojego kocyka;)


Który to powstał z potrzeby koloru.


Wiecie, że koloru potrzebuję codziennie...


Bez koloru więdnę jak kwiatek w ciemnościach.


Maj w tym roku jakoś się słabo rozkręca...jak kwiecień 

 zupełnie;)


No, ale jest więc nie marudzę;)


Kocyk udziergałam w kwietniu, ale z braku aury...


jakoś nie miałam sumienia go targać na deszcz i zimno;)


I ponurość, która mu kolory chciała wyssać.


Dziś słonko...i wolne...więc za pomocą fotoaparata

 pyknęłam mu kilka fotek..

.
Uważam, że fotogeniczny jest nad wyraz;)


hahahhaha






Z moimi tulipanami co pasują -uważam idealnie;)




Pozował z cierpliwością godną lepszej sprawy;)





Pod choinką;)





Na płocie;)






I zbliżenie;)




W towarzystwie poduszkowców;)




I na kanapie...


Lózowy jest 


Mój Ci on jest


Kocham go




Pozdrawiam majowo i ciepło!


Dominika


niedziela, 15 maja 2016

Leniwy post niedzielny




Emocje komunijne już opadły...teraz pora na słodkie lenistwo;)




Piękna- chłodna niedziela- bajkowa.


Słońce oświetla swoim blaskiem wszystko...jest cudownie.



Ale też zimny jak cholera;)  wiatr wieje ...więc nie trzeba nigdzie wychodzić i można oddać się zupełnie swobodnie błogostanowi nicnierobienia!



Kocham ten stan...gdy każdy ma swoje sprawy...nie wchodzimy w jakieś interakcje...


Cisza...wszyscy zajmują się sobą...




W pięknym tym dniu znalazłam czas na odnalezienie w necie darmowych programów do obróbki zdjęć;)



Kocham te kreatory...


Siedzę więc sobie i ...kreuję;)



A to wczorajszego grilla u znajomych;)





świetnie tak zaimprezować w gronie przyjaciół

Ludzi życzliwych, radosnych, kochanych


a to moje kwiatki wiosenne...







Zaczynają już zakwitać...


A to jeszcze Komunię Agi




Rodzinne spotkanie...piękna uroczystość...





Fajna zabawa i pamiątka.



Buszowanie w necie za inspiracjami...do moich robótek. 

Napawanie oczu pięknymi wytworami rąk dziewiarek!



Świetny relaks i impuls do dalszego działania.








Oczywiście nie siedzę bezczynnie i nie buszuje tylko...


Działam...


Dziergam mój kocyk, ale w głowie kłębi się 

milion pomysłów na minutę...



W celu lepszego programowania działania...powyciągałam 

motki 

"do zagospodarowania"...


Łupy nabyte droga kupna w SH ;)







Orgia barw...



Siedzę i zerkam na tę stertę...

pogryzam własnej produkcji krówką...





I cieszę się...














 Moim kawałkiem nieba













 Kwiatami i roślinami, które sama zasadziłam a one się 

 

odwdzięczają i rosną.















Bzem pachnącym...



I tą niedzielą wolną , cudną, leniwą...




Pozdrawiam 


Dominika

poniedziałek, 11 maja 2015

....szafirowy koc...i historyja przerażająca;)






Opowiem Wam dziś historię, która zmroziła mi wczoraj krew w żyłach...

Jest majowa niedziela...tu jakieś wybory a tam jakieś "odpusty"...

Wieczorowa szarówką mąż mój umiłowany- porywa mię aby mnie wykorzystać...niecnie!

Nie- nie to co myślicie bynajmniej...świntuchy;)

Porywa mię...bo z racji niesprzyjającej aury...rowery męża i dzieci po niedzielnej wycieczce pozostały u babci...

Nic nie zwiastuje, tego czego nawet nie możemy się domyślać...

Nic nie zakłóca miękkości wieczoru...otulającej nas zewsząd...

Z samochodu wyjmujemy dziecięcy fotelik.

Spod fotelika wypada...

KRAKERS!

Prosto na zjazd do garażu, wyłożony kostką. 

Bieleje na nim - jak znak!

Postanawiamy go tam zostawić..

Wszak może chcieć go skubnąć ptaszyna np jakowaś....

Brama z delikatnym szumem otwiera się i odjeżdżamy w tę 

noc majową...

granatową...

podbita purpurą zachodu słońca...

Pominę szczegóły trasy i załadunku 3 rowerów do osobówki;)

Wracamy.

Milczymy rozkoszując się ciszą w aucie...wszak jesteśmy przez chwilę sami...załadowane z tyłu rowery także milczą...magiczna chwila.

Brniemy przez kałuże...pozostawiając za sobą pełgające promienie zachodu...jedziemy w noc czarną...

Dojechaliśmy!

Znajomy spokojny szelest bramy...i nagle...

 

 

 

BUM...jasność zalewa podjazd!

 

 

 

 

Bum...jasność zalewa schody!

 

 

No i dobra tak ma być..nie na darmo mam męża elektryka;)

W powodzi światła ukazuje nam się widok zgoła porażający...

Krwiożercza bestia...z zapałem pałaszuje krakersa...i nie jest ptakiem, ani myszą...ani nawet kotem sąsiada...

Metodycznie wciąga...pochłania i mamle...biedne samotne jasne ciastko na podjeździe...

Ta bestia nie zwraca na nas żadnej nawet najmniejszej uwagi...

Po prostu zgroza...naszego krakersa zajada najspokojniej w świecie-

 ślimak!

Już im nie wystarcza sałata, petunie...ba nawet aksamitki...dziś krakers...jutro MY!!!

Musimy się chronić przed ślimacza zarazą...

krakersów im się zachciewa...koszmar i obłęd jakiś;)

 

 

 








O te emocje, ale już je zostawmy...

 

 

Chciała bym tylko nadmienić, że żaden ślimak nie ucierpiał w trakcie robienia tej fotki...ani później;)

<3

Bohaterem dzisiejszego posta jest bowiem nie kto inny tylko kocyk mój szafirek;)

Nareszcie ukończony!!!

 

 

 

   A o to i spam kocykowy...























































 






W roli Julii na balkonie - ja... w roli fotografa- Dziecię me nr 1

Na koniec zdjęcie...nieszczególne...aczkolwiek okraszone przez Dziecko hasłem...

 

Mama jesteś jak Batman...

Więc zamieszczam...choć wyglądam jak "przez okno";)




Poza kocykiem chciałam Wam pokazać jak hoduje to i owo...i że mi naprawdę rośnie;)...w rękach;)

 

 

Moje kompozycje balkonowe;)











Oraz kwiatki czekające na przesadzenie do ogrodu;)

 

Mam ich więcej...ale jak to wygląda Wszyscy wiedzą...więc szkoda przedłużać;)








Dziękuję za uwagę...

Miłego wieczoru życzę Wszystkim...

Witam nowych Obserwatorów!