wtorek, 30 maja 2017

Dzierganie w miejscach publicznych!





Zapraszam Wszystkich...

szczególnie tych co na FB nie zaglądają ;)


Dnia 10 czerwca 2017 r. organizuję spotkanie robótkowe w 


ramach Światowego Dnia dziergania


w miejscach publicznych!









Spotykamy się w Kawiarni Mazagran przy ul. Pereca 16 w 

Zamościu


(obok Synagogi)



O godzinie 14.00 czasu lokalnego;)




Zabieramy robótki i dobry humor!




Pozdrawiam Dominika

wtorek, 2 maja 2017

Nowy etap w życiu...i maj;)


Człowiek żyje...rośnie, rozwija się...potem się starzeje...i 

umiera;)


Takie jest życie.



Wiedzą to wszyscy...aczkolwiek nie wszyscy chcą poddać się 

temu normalnemu stanowi spraw i rzeczy.

Walczą jak szaleni...o sprawność i młody wygląd, czasem 

szkodząc sobie bardziej niż bardzo.

Jestem jak najbardziej "za" jeśli robi się to z głową. 

Przeraza mnie czasem jednak ten pęd.

Zawsze uważałam, że człowiek powinien starzeć się z godnością.

Starać się wnosić coś do społeczeństwa...choćby pogodę ducha.


A nie tylko gonić, za uciekającą młodością,

inne okresy życia także są piękne, wartościowe i potrzebne.




Nie znaczy to, że powinien czekać, aż umrze nic nie robiąc dla

siebie.

Wygląd jest bardzo ważny. 

Szczególnie w dzisiejszych czasach.


Jest wiele tricków i "oszustw" dla poprawienia urody i wyglądu, bez inwazyjnych...naturalnych, zdrowych!


Dobrze być w tej kwestii kobietą :)


Bo kobietom w tych sprawach...wolno więcej, 

kobiety chcą więcej...potrafią to zrobić...lepiej;)


(od facetów)

Ale wszystko z umiarem.

hahhahah




No i teraz o etapie w jaki ja weszłam.


I co najfajniejsze poczułam, że weszłam, 

jestem i świetnie się na nim czuję!


         


No a jaki to etap?


Etap..."dobrze wyglądasz jak na swój wiek".

hahhahahahhahahhahah


Nigdy nie wstydziłam się swojego wieku.

Bo on nie zależy ode mnie.

Nie zamierzałam go nigdy zafałszowywać...nawet krygując się, 

ze kobiet się o wiek nie pyta;)


Skończyłam w tym roku 43 lata.


Wyglądam jak wyglądam.


 Podobam się sobie o wiele bardziej niż gdy miałam lat 20.


Że weszłam już w ten etap...dowiedziałam się od ludzi,

 którzy co jakiś czas stwierdzają autorytatywnie:



To ile Ty masz lat? 43?...nieźle się trzymasz jak na 

swój wiek.


Nie wyglądasz na swój wiek.


Czasem jest to przyjemne a czasem wręcz okropne, zależy jak i kto to mówi;)


Ale chyba najmilsze było stwierdzenie mojej 

Przyjaciółki...bardzo młodej...



"Chciała bym tak wyglądać jak będę w Twoim 

wieku"


To było coś! 


Super być nic nie znaczącą osobą, 

która nie musi katować się od bladego świtu niczym, 

tylko dlatego, że TV dodaje kg...

albo zmarszczek...

na ekranie...

że właściwie nikogo nie obchodzi czy przytyłam 7 kg 

od grudnia...i zgubiłam 4 przez miesiąc;) 

i wyglądam okropnie, albo jak chora

bo mi się policzki zapadły;)

Być sobie człowiekiem, którego 

lubią przytulić przyjaciele.

Uśmiechać się od ucha do ucha...bo wciąż mam zęby...


i generować zmarszczki mimiczne;)


 Nie mulić imprezy bo nie pije piwa, albo nie zjem

 pizzy...bo o matkoboskoutyję;)

Albo nie daj Bóg nie jestem fit!


hahhahahah


Zabawnie jest wiedzieć, że się jest na kolejnym etapie 

życia...akceptować to...cieszyć tym co on ze sobą niesie.






Takie sobie rozważana przy Święcie 

Majowym...Święcie Flagi;)



No, ale że naprzynudzałam...maxymalnie;)



Teraz maksymalnie przecudnej urody zdjęcia mojego kocyka;)


Który to powstał z potrzeby koloru.


Wiecie, że koloru potrzebuję codziennie...


Bez koloru więdnę jak kwiatek w ciemnościach.


Maj w tym roku jakoś się słabo rozkręca...jak kwiecień 

 zupełnie;)


No, ale jest więc nie marudzę;)


Kocyk udziergałam w kwietniu, ale z braku aury...


jakoś nie miałam sumienia go targać na deszcz i zimno;)


I ponurość, która mu kolory chciała wyssać.


Dziś słonko...i wolne...więc za pomocą fotoaparata

 pyknęłam mu kilka fotek..

.
Uważam, że fotogeniczny jest nad wyraz;)


hahahhaha






Z moimi tulipanami co pasują -uważam idealnie;)




Pozował z cierpliwością godną lepszej sprawy;)





Pod choinką;)





Na płocie;)






I zbliżenie;)




W towarzystwie poduszkowców;)




I na kanapie...


Lózowy jest 


Mój Ci on jest


Kocham go




Pozdrawiam majowo i ciepło!


Dominika


sobota, 21 stycznia 2017

Fajny ten styczeń





Śniegu napadało, wszędzie biało. 


Trochę zimno, ale klimat taki więc...jest ekstra!



Cudnie jest ...różowe poranki...mroźne...





















Piękne zachody słońca...








Koleżanki sarny buszują nieopodal...









No i jest teraz pora na kwiaty...

Żeby w lecie mieć ukwiecony balkon,

















tak jak lubię...


zimową porą gdy wszystko jest białe i uśpione pod śniegiem, 

ogrodniczka przygotowuje ziemię...nasiona...i sieje.














Jeśli zatroszczy się o nie teraz...w lecie odpłacą pięknymi 

kolorami. 



I znowu miło będzie usiąść...wśród kwiatów...a nawet usłyszeć...


"Ale masz Domi piękne hiacynty!!!"


 Hiacynty????


W sierpniu???

Nic to -piękne będą moje "hiacynty";)

hahhahahhahaha





Posiane...podlane, umieszczone na jasnym oknie w 

ciepłej sypialni,

 wyrosną mam nadzieję, na piękne rośliny!





Teraz koloruje sobie świat robótkami...




Bardzo jestem dumna z mojej chusty drutowej.


Nie jestem ja miszczem drutów, ale chciałam...

bardzo chciałam zrobić taka mgiełkę...

z wełny estońskiej...

ażurową i śliczną...














No i mam...

Jestem super zadowolona...z siebie;)



I tak działam...


Oglądam...


np. "Powidoki" Wajdy...


Wzruszam się...


Cieszę...


Płacze czasem cicho...żeby nikt nie wiedział, że jestem 

mazgajem;)




Pozdrawiam ciepło


Dominika


wtorek, 27 grudnia 2016

Po świętach;)




Jak co roku wierna rodzinnym zabobonom nie szydełkowałam w 

Wigilię.


Bo to się "rozum zaplątuje";)



Zaplątać nie chciałam więc 

kocyk bliźniak zrobiłam w wigilię Wigilii.

Nie obyło się bez dreszczu stresu i emocji, gdyż kończyłam 

kocyk ze strachem w oczach...


Miał być idealnym bliźniakiem poprzedniego.



Ale kurcze nie wyszło do końca.


Poprzedni wykończony jest 8 rzędami i łukami.



Ten rzutem na taśmę...tylko 7 rzędami i łukami.



Tak cyrklowałam "na oko"bo leniwa jestem, że bez rzędu 8

 zostało mi 2 m nitki....

Albo mam streeta, albo "kokony" różnią się nieco 

długością nitki.


Historia zna takie przypadki.

No więc młodszy bliźniak poza kolorystyką , różni się o 1 rząd 


czekoladowej "obróbki".



Cóż nie można mieć wszystkiego ;)



Może to bliźniaki dwujajowe;)???  Któż to wie;)



Kocyk ukończyłam więc 23.12...w godzinach nocnych...

ale nitki poodcinałam w Wigilię


I dopiero mogłam iść spać...snem sprawiedliwego;)


najedzona pierogami z kapustą...prawie wyłącznie gdyż mam 

takie uzależnienie świąteczno -pierogowe;)

























I dwa bliźniaki;)


Kocuś mój wygląda tak !

 Tadam!

W przeciwieństwie do bliźniaka 

starszego nie epatuje

 różem i pomarańczem neonowym, nawet 

nie zielenią neonową...

Bardziej męski jest;)

Chyba;) hahhaha


Jak już kocyk ukończyłam 

to się okazało, że nastawała w moim życiorysie

 jakaś wyrwa straszna...pustka niemiłosierna;)



CZŁOWIEK SIĘ ZASTANAWIA   NAD SWOIM ŻYCIEM;)



I co robi włóczkoholik?


Wyciąga resztki resztek 


gołą jak święta turecka poduszkę i dzierga zapamiętale...


tu 


kwiatek...







tam kwiatek ;)






























I ma poduszkowca podłużnego;)





Pozdrawiam serdecznie poświątecznie;)



Dominika


czwartek, 24 listopada 2016

kocyk...







Kocyk zrobiłam.


Nic specjalnego zwykłe "babcine kwadraty"

w czekoladzie.








































Dane techniczne:

rozmiar 160x180 cm
materiał: akryl 100%
szydełko nr 3,5
waga:1,25 kg
(Kotek, Elian neon, akryl z Kauflandu)



Kocham takie robótki.


Optymistyczne i przydatne.



Ciepłe podczas dziergania;)



Jest fajny.

W poprzednim poście widać jego zalążek;)

Widać też, że dziergam coś..."niewiadomoco";)

To "niewiadomoco" to ponczo ;)

Ponczo wygląda tak;)









Dane techniczne:

materiał :Mimoza Multi
waga : 400 g
szydełko 3,5





Pozdrawiam ciepło


Dominika


wtorek, 15 listopada 2016

Spotkanie- prawie robótkowe;)






12 listopada 2016 roku...odbyło się spotkanie 


prawie robótkowe.


Prawie...


Bo generalnie...to ono było na wskroś towarzyskie;)

Spotkałyśmy się w gronie koleżeńskim...


a robótkowanie było tylko pretekstem.


To ono nas połączyło.



W spotkaniu uczestniczyły moje świetne Koleżanki....


Anna Rychter

Iwona Szykuła


Kasia Klimko

Beata Klimko


no i ja oczywiście





Kasia w  sweterku własnej produkcji.

Obok z torebki wychyla się cudownie jesienny entrelack.




Iwonka w różowym szaliczku.




Ania...ma chustę!




Na stole...zamiast obrusa...mój kocyk w fazie wzrostu...




Iwonka...już nikomu nie odda poduszkowca ode mnie;)



Dziubek obowiązkowo być musiał;)






A Beatka ma piękna chustę...w ptasi wzór;)




Ja mam za to fotoaparat.


A pod stołem...schowane wielkie 


torby...z eksponatami...co, 


która dzierga aktualnie ;)




Oraz bardzo interesujący komplet drutów wykonany przez 

męża 

osobistego Anny R;) 


Takie 4 co niby ich ma być pięć...bo Ania nie lubi żyłkowców;)


Śmiechom nie było końca...

właściwie nic nie udziergałyśmy, 

ale jakie to ma znaczenie???


Byłyśmy razem...


Banda Wariatek...



Wpasowałyśmy się w wystrój wnętrza...;)





Było świetnie...klimatycznie...wesoło...same pozytywne 


wrażenia.


Dziękuje Dziewczynki.



Cudownie się było z Wami spotkać!





Na FB dostałyśmy wiele komentarzy...jak to nam fajnie...


Naszła mnie taka refleksja...że właściwie...

to naprawdę super!


Iwonka przyjechała z Chełma...Kasia na co dzień 


mieszka w Krakowie...

ale jak się ludzie chcą spotkać...

to się 


spotykają.



Każdy ma rodzinę, pracę, obowiązków huk.

Przeanalizowałam sytuację.  

Dziewczyny uczestniczą 

w spotkaniach organizowanych...np w Red Button.


Zazdroszczę



Duże miasta...maja możliwości...klubo-robóko-sklepo...

świetne miejsca...gdzie świetne kobiety robią  robotę...

Angażują się...poświęcają swój czas.



Kręci się interes...ludzi łączy pasja...do działania tak naprawdę.

Podobnie jak w małych miejscowościach...

tam z kolei są GOK-i.



Wszyscy się znają...nie ma problemu ze skrzyknięciem 

Dziewczyn...z "darciem pierza";)


Z byciem razem...


Służbowo bywałam w ubiegłym roku 

w GOK-ach...robią Dziewczyny cuda 

kwiaty z krepiny, malują na szkle...robią wieńce, wyszywają, są aktywne. 


W jednym z GOK-ów - w Nieliszu chyba

widziałam milion starych okien,


których szyby pomalowane były farbami witrażowymi, 

cudnie...kolorowo...bajecznie...


To jest świetne.



Chyba najgorzej jest w małych miastach...

za małe na fajny sklep


prowadzony z pasją...i chęcią organizowania fajnych 


spotkań.


( Kiedyś z Anką...będziemy miały taki sklep...będziemy się spotykać...i dziergać na bujanych fotelach...jak prawdziwe amerykanki...prowadzić zajęcia z szydełkowania..i częstować herbatką....i wszyscy będą mogli wpaść...pogadać, podziergać, pomacać włoczki....)


Za duże na to, żeby ludzie się znali...i wiedzieli o swoich pasjach.



Dobrze, że jest internet...


Z Iwonka znamy się z netu...z Kasią też...


Gdyby nie nasze blogi...nk, fb...nigdy byśmy się nie poznały.


Tak jak z wieloma innymi cudownymi osobami.

Dzięki, że jesteście.



Całuję Dominika













niedziela, 6 listopada 2016

Znowu jesień






A jak jesień to wieczory dłuuugie.


Popracowałam  wczoraj w ogrodzie.


Odniosłam sukces...posprzątałam...liście odpadki.


Stos całopalny leży...i teoretycznie dosycha;)


Praktycznie lakutko przemaka...gdy mży.



Poniosłam straty...


Zniszczone dłonie.


Zmęczone ciało.


Rany cięte i drapane;)



Prawie gotowa jestem do zimy...z moim ogrodem...

jeszcze otulić róże nakryć korą tulipany,

 niech śpią i czekają na wiosnę.


Ciemno szaro i ponuro.


Choć trawa nadal zielona...szarość wysysa kolor ze wszystkiego.


Jesiennie.


Listopadowo.


Wieczory długie to rożne "trupy" z szafy mają możliwość

 zaistnieć;)


Ten akurat się doczekał.






To zdjęcie jeszcze z października...zimno było, ale słonko 

błysnęło.



Następne z dzisiaj...ciemność widzę, ciemność...
































Szal ananaskowy...

ufok...

na reszcie doczekał się frędzli...prania i zdjęć...





A wracając do listopada.


Dni szare listopadowe nie nastrajają specjalnie 

optymistycznie...

z braku światła generalnie..i ciemności obezwładniającej.



Ale właściwie nie są złe.


Kto mi zabroni otoczyć się światłem i kolorami?


Kto Wam zabroni moi Mili?


No własnie nikt!



No może troszkę nas ogranicza Zakład Energetyczny a 

właściwie, jego życzenia...


Życzymy sobie  zapłacenia faktury nr...



Ale to nie dziś...więc cieszmy się i radujmy, że mamy czas na 

dzierganie;)


Ogrody prawie śpią...


Przetwory zrobione.


  Ogrzewajmy nasze serca i dłonie.


Zróbmy sobie coś ładnego...niekoniecznie praktycznego;)



Mięciutki szal...na wiosnę;)???



Wiosna będzie na pewno...więc zróbmy go;)



Ja się napawam moimi kocykami kolorowymi...



wchłaniam światło...



lampy, kolory z motków.







Przekładam...oglądam , dotykam...



Popijam herbatkę.



Ponurą niedzielę ubrałam w puszysty różowy szlafrok...





Na starej zielonej kanapie pełnej czarnego pluszowego


 kota  mruczącego i kolorów.




Nic nie muszę.


Więc z radością robię to co mogę!


Dziergam sobie z wolna to co chcę a nie to co muszę.


Wszak jest niedziela!

Dzień odpoczynku, relaksu i ciepła...



Oświetlam sobie motki kolorowe...a listopadowa szarość nie ma

 do mnie dostępu.


A jeśli ma...to na moich warunkach;)




Bądźmy dobrzy dla siebie;)



Oczywiście dziergam też...kominy...

ilości hurtowe i


czapki bo ogrzać zimę jakoś trzeba;)




























Nie wszystkie nawet fotografuje...bo światła nie ma...bo 


makijażu nie ma;) hahhahaha





Pozdrawiam Kochani serdecznie!  

Cudownej niedzieli życzę...


Tak tak...u mnie od jutra też gonitwa, 

ale dziś...dziś jest niedziela!