Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kocyk szydełkowy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kocyk szydełkowy. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 6 listopada 2016

Znowu jesień






A jak jesień to wieczory dłuuugie.


Popracowałam  wczoraj w ogrodzie.


Odniosłam sukces...posprzątałam...liście odpadki.


Stos całopalny leży...i teoretycznie dosycha;)


Praktycznie lakutko przemaka...gdy mży.



Poniosłam straty...


Zniszczone dłonie.


Zmęczone ciało.


Rany cięte i drapane;)



Prawie gotowa jestem do zimy...z moim ogrodem...

jeszcze otulić róże nakryć korą tulipany,

 niech śpią i czekają na wiosnę.


Ciemno szaro i ponuro.


Choć trawa nadal zielona...szarość wysysa kolor ze wszystkiego.


Jesiennie.


Listopadowo.


Wieczory długie to rożne "trupy" z szafy mają możliwość

 zaistnieć;)


Ten akurat się doczekał.






To zdjęcie jeszcze z października...zimno było, ale słonko 

błysnęło.



Następne z dzisiaj...ciemność widzę, ciemność...
































Szal ananaskowy...

ufok...

na reszcie doczekał się frędzli...prania i zdjęć...





A wracając do listopada.


Dni szare listopadowe nie nastrajają specjalnie 

optymistycznie...

z braku światła generalnie..i ciemności obezwładniającej.



Ale właściwie nie są złe.


Kto mi zabroni otoczyć się światłem i kolorami?


Kto Wam zabroni moi Mili?


No własnie nikt!



No może troszkę nas ogranicza Zakład Energetyczny a 

właściwie, jego życzenia...


Życzymy sobie  zapłacenia faktury nr...



Ale to nie dziś...więc cieszmy się i radujmy, że mamy czas na 

dzierganie;)


Ogrody prawie śpią...


Przetwory zrobione.


  Ogrzewajmy nasze serca i dłonie.


Zróbmy sobie coś ładnego...niekoniecznie praktycznego;)



Mięciutki szal...na wiosnę;)???



Wiosna będzie na pewno...więc zróbmy go;)



Ja się napawam moimi kocykami kolorowymi...



wchłaniam światło...



lampy, kolory z motków.







Przekładam...oglądam , dotykam...



Popijam herbatkę.



Ponurą niedzielę ubrałam w puszysty różowy szlafrok...





Na starej zielonej kanapie pełnej czarnego pluszowego


 kota  mruczącego i kolorów.




Nic nie muszę.


Więc z radością robię to co mogę!


Dziergam sobie z wolna to co chcę a nie to co muszę.


Wszak jest niedziela!

Dzień odpoczynku, relaksu i ciepła...



Oświetlam sobie motki kolorowe...a listopadowa szarość nie ma

 do mnie dostępu.


A jeśli ma...to na moich warunkach;)




Bądźmy dobrzy dla siebie;)



Oczywiście dziergam też...kominy...

ilości hurtowe i


czapki bo ogrzać zimę jakoś trzeba;)




























Nie wszystkie nawet fotografuje...bo światła nie ma...bo 


makijażu nie ma;) hahhahaha





Pozdrawiam Kochani serdecznie!  

Cudownej niedzieli życzę...


Tak tak...u mnie od jutra też gonitwa, 

ale dziś...dziś jest niedziela!


czwartek, 9 kwietnia 2015

Poświątecznie-ufokowo;)





Święta się odbyły...

jak co Święta musiałam się zmagać z dziwnym uczuciem...

"że morduję się w tym luksusie";)

Dobrze, że już po;)

 

Wolę inne...dzień czekolady, dzień orgazmu, dzień hutnika...

włóczkomaniaka;)

hahahah





Nie od dziś wiadomo, że kocyki kocham...szczególnie robić;)

Zawsze jakiś dłubię...a jak nie...to poszukuję...inspiracji na nowy, włóczki, kolorów itd...

Nauczam się "nowego kwiotka" z netu...itp



W związku z tym, że brak finansowy mnie ugniata...embargo włóczkowe trwa!

Robię z tego co mam...więc kombinuję, ale staram się nie zwariować...i jakoś idzie ;)

 

 

Powstał kocyk z zapasów.

 

Fala...monochromatyczna!


Prosta forma- żeby nie powiedzieć nudna...jak fala;) oleju hahahah

Rozmiar...no cóż...spory;)


No kocyk jak kocyk;)

 


Muszę mu oddać sprawiedliwość, że miękki jest...i przytulny...i ładnie się układa;)









Choć przed chwilą marudziłam na nudną formę- stwierdzam, że falki nie są złe.

Posunę się nawet do stwierdzenia, że nie są to moje ostatnie falki;)

 

Jakoś nie miałam weny co zrobić z nitkami- złączeniami...ukryłam je we frędzelkach.

Koc zyskał folkowy look;)

 

Mnie się podoba;)

 

Sesja częściowo na podwórku jako, że słonko wylazło dziś z za chmur.



No to skończyłam ufoka;)



No i jeszcze jednego skończyłam...

Zazdrostki dla Madzi...oczywiście nie obyło się bez prucia;)


Fotka lipna...przed praniem;)

Wygląda jakby były dwie inne, ale zapewniam, że są jednakowego rozmiaru;)






Poszły już do właścicielki...więc czekam na zdjęcia aranżacji  okiennych;)



Więc następny ufok- też zrobiony;)


Jestem dumna z siebie;)



<3



A teraz kit...o pardon hit sezonu;)


Zakupiłam sobie publikacje książkową o ogrodach...


I studiuję...znaczy czytam ze zrozumieniem i oglądam obrazki;)


Bosz, chyba będę musiała jakimś "pożalsięboże" ogrodnikiem zostać;)


Trzymajcie za mnie kciuki;)



<3



Pamiętacie kocyk "surfinie"...i kocyk z "gerberami", który mnie zainspirował?

 

 


 

To te "gerbery"...





I te "surfinie";)




Więc...ten kocyk z gerberami wciąż mnie nawiedza...

i chyba będę musiała coś z tym zrobić...


Co raz bardziej mnie uwiera- a dokładnie to, że powinnam się zmierzyć z oryginałem.

Popełnić go a nie zadowalać się luźnymi impresjami na temat;)



Najgorsze jest to, że odpowiednie moce przerobowe posiadam oraz materiału mam w bród;)


I tak mi się pchają te pink-róże na oczy...


Nosz kurcze!!!



Filmik z gerberami odszukałam w lany poniedziałek o 5 rano...na You Tube...

i zapisałam;)





Chyba sobie taki "uwiję" bo mię te gerbery zaduszą jak dusiołek;)





Pozdrawiam serdecznie


Dominika

czwartek, 27 lutego 2014

Tłusty czwartek...

No jest...i pączki są...nie będę epatować kaloriami;)

Mama Małża cna Orszula nie zapomina o święcie pączkującym i produkuje ilości przemysłowe.

Pączki onej cnej Orszuli są małe i przepyszne..."dwugryzowe". 

Mają w sobie zadziwiająco mało pączka za to wiele nadzienia w środku i cukier puder na wierzchu!

Spożywane z lubością - wpływają na wszystko...jeszcze ciepłe umiejscawiają się wszędzie gdzie trzeba i nie trzeba;)

Coby nie przesadzić popijam je light colą, albo herbatką

 odchudzającą;) dla równowagi...

Jest dobrze....


Z racji pączkowego lenia dłubie sobie z wolna kółka...





.

Kółka jak kółka...różowe...

Kocyk będzie...

Co do tego jaki będzie...plany się jeszcze nie wykrystalizowały...się zobaczy w trakcie;)

Proces "tentegowania w głowie" jak na razie przebiegł prosto i bezboleśnie...wszak różowy jest zawsze na topie;)


Spieszę donieść, że prace nad poprzednim wytworem rąk moich dobiegły szczęśliwie końca...co nie było takie pewne gdyż zmiana koncepcji pociągnęła za sobą szereg trudności natury włóczkowej.

Dałam radę...zmieniając koncepcje raz jeszcze...

Pierwszy raz w życiu prułam kocyk...

no powiem Wam...

nie jest to proste ani fajne.


Zdjęcia takie sobie...bo weny zdjęciowej brak...i światła dziennego także...




Patrząc od góry...


Łączenie elementów...

Prawie , prawie...

Tadam;)!


Nadmienię tylko, że kocyk mój świeci w świetle UV co sprawdziłam przy użyciu ciemności i światła latarki wędkarskiej mojego Małża;)

 

Świeca elementy ciemniejszej zieleni;)...czyli łatwo odszukać człowieka śpiącego pod kocem w dyskotece;)

 

hahahahaha

 

 Bardzo przydatne nieprawdaż?;)

 

 

Pozdrawiam słodko...i mało kalorycznie;)

 

Dominika