wtorek, 23 lutego 2016

Cisza...jak po śmierci organisty....




Wlazłam na bloga...a tu....pustka jakaś....masakra....nikogo nie ma....nikt nic nie pisze....

Coś okropnego....

Że też się tak zapuściłam okrutnie;)

Powiem tak...leniwa jestem, zdepresjonowana jakaś....chora też trochę...i zagoniona.

Oczywiście, jak bym chciała to bym czas znalazła...więc to tylko marne wymówki leniwej baby.

Postanowiłam to troszkę nadrobić...

Nic ja ciekawego nie dziergam...co udziergam to w świat leci...nawet fotek nie robię bo mnie się nie chce wybitnie.

 

 

 

 

Wstyd mi bardzo.

 

 

 Kocyk zszywam...opornie...mi idzie...kwiatki przekładam...dopasowuję...

Znaczy udaję, że robię;)

 

 

Czytam trochę....znaczy więcej niż trochę...mniej więcej 

1 książkę na tydzień?

albo dzień?

zależy od "smakowitości" tomiszcza...

Odwiedzam bibliotekę...bo uwielbiam coś 

szperać...wyciągać...buszować...i czytać! 

 

Molestować Bibliotekarzy zaprzyjaźnionych...

 

A może Kaśkę Enerlich bym poczytała, albo Simona Beckett-a?

A może można więcej książek "wydębić"?

Pewnie, że można...

HURRRA!!!

 

I targam do domu...samochodem...jakieś ilości hurtowe...

I szukam sobie rzeczywistości alternatywnej...bo w niej jakoś ładniej.

Milej...

Ludzie jacyś fajniejsi...

Z innymi, mniej przyziemnymi problemami.

 

Koty romantyczne, kochankowie cudowni, bohaterowie...są...

 

Nie ma Bolków...co ich powinniśmy w spokoju zostawić...

nikt nikomu nie obiecuje 500 zł... 

Na drugie...Na piąte...

Ludzie są odpowiedzialni za słowa...

Wiedzą co to lojalność...wierność...przyjaźń.

Tylko wariaci są rozchwiani emocjonalnie...

A tu wszyscy chyba;)

Za mało vit D?

Za mało miłości?

Za mało śniegu?

Wszystkim czegoś za mało...

Najważniejsza sprawa, że chomik mój, który chorował...znaczy się postradał był futro na swojej puszystej dupeczce.

Wrócił do zdrowia!

Pusia nasza...z racji tego, że córka chciała dziewczynkę chomika...była przez rok dziewczyną...

Po wizycie u Veta, kiedy to Pan doktor nieopatrznie zdradził płeć stforka i zasiał wątpliwość w mojej córce...

Został przechrzczony na Piotrusia.

 Futro na pusiowatym -piotrusiowym tyłeczku odrosło błyskawicznie;)

hahahha

 Moja hipoteza jest prosta...każdy chce być sobą!!!

Jak jest- od razu mu lepiej;) 


Od razu więc mi lepiej skoro chomik mój szczęśliwym jest!

No i szperam po lumpkach...i np. wyszperałam...

Znaczy Siostra moja osobista dopadła kosza pierwsza...i wyciągnęła... 

Wyciągnęła...zdegustowała się urodą "radiową" onej wyciągniętej...

Ale...

Stwierdziła...cytuję..."Ty w niej chyba coś widzisz...bo ja to nie;)"

Uradowałam się jak jakaś rozchwiana emocjonalnie 5 latka!!!

Ale super!

Niezły Wytrzeszcz co?...

Jest śliczna i urocza i jest moja!

Midge;)








To oczywiście zdjęcia z netu...zakorbiłam...








 Jak widać z bloga..."Lalka w pudełku"




majty jej jakieś muszę sklecić...w czerwieni...coby oddać jej look właściwy;)

Kończę więc w nastroju już lepszym!

Przebywanie z Wami- nawet tak sobie "zaocznie" sprawia, że człowiek od razu nabiera jakiejś werwy wewnętrznej!

Buziaki wieczorne!

Dominika

 

 

 

 



piątek, 22 stycznia 2016

Przyjaźń...bezsenność..wszystko to jakieś skomplikowane;)







Przyjaźń jaka to piękna sprawa.

Ludzie spotykają się cały czas...codziennie wchodzimy w interakcje. 

Jedni "dotykają " nas tylko...muskają w przelocie inny zostają na długo, dłużej...jeszcze dłużej.

Przyzwyczajamy się, że są.

Nie wyobrażamy sobie bez nich życia.

Myślimy jest świetnie...będzie tak zawsze.

Jakże się mylimy.

 

Coś takiego...powinno trwać, być, dawać nam radość każdego dnia, wzmacniać nas, wspierać, nieść tę pewność, że nie jesteśmy sami.

Czasem się bardzo staramy...a czasem zupełnie nic z tym nie robimy;)

To uczucie w czystej postaci...polega tylko i wyłącznie na tym, że bez słów czujemy się przyjaciółmi, czujemy się ważni...

Czasem - szczególnie wieku dorosłym sami zabiegamy o przyjaźń...

Widzimy kogoś...widzimy, że to jest taka osoba, która jest z nami kompatybilna...że chcieli byśmy się z nią zaprzyjaźnić...

Sprawia nam radość gdy "zostaniemy" wybrani, zaakceptowani.

Najlepsze w przyjaźni jest to, że mamy na kogo liczyć...że nie jesteśmy sami, że obok jest ktoś taki jak my...wariat...lubi to samo co my, albo właśnie nie, ale w niczym nam to nie przeszkadza...

 

 

Fajnie mieć przyjaciół...

Ale nic nie trwa wiecznie i nic nam nie jest dane na zawsze...a ludzie odchodzą...

Czasem się tak dzieje...i nie jest to niczyja wina...albo jest, ale na to też nie mamy wpływu... 

Zostaje pustka...jeśli to od nas ktoś odchodzi...

Tęsknota też zostaje...

Czasem nawet trwamy obok siebie, ale odeszła przyjaźń po prostu...

I tu rodzi się myśl...po co mi to było?

Po co mi to znowu?

Znowu będzie świetnie przez miesiące , lata...i znowu coś się zepsuje.

Czy to warto ryzykować?

Może lepiej nie czuć nic....nikogo nie potrzebować?

Zachowywać dystans...w nic się nie angażować?

Nie wiem co lepsze...radość i strata...czy nic?

Coraz więcej osób wybiera "to nic".

Czy ja jestem "większość"?

 

Nie

 

Mimo wszystko nie boję się przyjaźni...i choć czasem tęsknię bardzo, za tymi -

co już ich nie ma w moim życiu -

 szczególnie bezsennymi nocami gdy wszystko jest straszne i okropnie przytłaczające...

uważam, że lepsze jest coś...od niczego 

a szklanka zawsze jest do połowy pełna;)

 

Choć ludzie odchodzą... czasem przeze mnie...albo tak mi się tylko wydaje...

Po prostu muszę zacząć moja walkę z bezsennością.

To przez nią...nie mogę normalnie cieszyć się życiem.

Choć mogę sobie w nocy szydełkować...chętnie zamienię szydełkowanie na zdrowy sen.

Sen, który uwolni mnie od natrętnych myśli,  tęsknoty, żalu...obwiniania siebie o wszystkie problemy tego świata;)

Dziękuję Moim Przyjaciołom, że są...że zawsze mogę na nich liczyć.

Że wytrzymują ze mną choć nie jestem łatwa w pożyciu;) 

Tym bardziej Ich cenię!

Wierzę, że oni wiedzą, że na mnie mogą liczyć- 

ZAWSZE!

Walka?

Nie wiem jak się zakończy.

Ale muszę ją podjąć...od 12 lat żyję...nie śpiąc...

na granicy wyczerpania, na granicy zdrowego rozsądku, na granicy dobrego samopoczucia szarpię się z każdym dniem. 

Pora coś zmienić...najwyżej będę szydełkować..mniej;)

Jakoś sobie z tym poradzę;)

A co do szydełkowania...

 

 

Mój kocyk "kwietna łąka" rośnie w siłę...

Moja Kota sprawdza postępy sumiennie;)

 




 

Tu łąka...rozpłaszczona...

 

 

 

 

 

 

A tu skumulowana...kwiatki nie chcą się już mieścić w 

pudełku...weszło 90 sztuk...na resztę muszę sobie zaadaptować 

następne pudełko;)


Mam już ponad 100 kwiatków...jeszcze z 50...i przejdę do dalszego etapu...

 

 

 

 

 

 

 Chustę sobie też zrobiłam, bo wiecie...mało mam;)

 

 

To moja 3 fioletowa chusta...pierwszą dostała Mama, druga Siostra...dlaczego ja nie mam fioletowej?

 

No więc..po latach od zakupu włóczki...cena na motku 6,60 zł;)

 

Wzięłam się za robotę...i zrobiłam sobie.

Kocham ten fiolet...miękkość nitki.

Mam więc i ja;)

 

 

No i serwetkę też sobie zrobiłam...

 

 

Dawno nie bawiłam się taka cieniutka nicią,

oczy "wypadają" a palec boli od cieniutkiego szydełka.

 

 






Skończyłam "ufoka"...nie wiem nawet czy tak jak było w schemacie bo zaginął w akcji.

hahahah...więc jest tak jak zrobiłam;) i dobrze.

 

 

 

No i czytam...jak zwykle;) 

 

Kolorami walczę z chandrą...

Fantazją autorów książek;)

 

 

Zawsze mi się to udawało...mam nadzieję, że i teraz mi się uda...

 

 

Pozdrawiam gorąco moich Realnych i Wirtualnych Przyjaciół.

Dziękuję, że jesteście- naprawdę wiele to dla mnie znaczy!!!




wtorek, 12 stycznia 2016

Nowy rok...stara ja...




Nie czuje potrzeby podejmowania postanowień noworocznych...



Udowodnić sobie coś umiem w każdej porze...innym nie muszę niczego udowadniać...



Bycie człowiekiem nastręcza tylu problemów, że komplikować sobie życia wydumanymi postanowieniami z okazji nowego roku bynajmniej nie zamierzam...

 

no poza jednym;)











Jakoś nie czuje się dobrze...

w związku z tym, na przekór burzom i ludziom "złym"...

robię sobie łąkę kolorową...






Kwiatek do kwiatka...rośnie gromadka...


Brnę do przodu...z każdym dniem mam ich coraz to więcej...

 

 

Jest moc...słaba, ale jest...wyjść na prostą... 


Coś tam dłubie i ścibolę...poza kwiatkami...







Jakieś wirusówki...





Jakieś fioletowe "byleca"...


Odwiedzam Veta...z łysa pupą Chomika...

Antykoncepcją Kota...

Robakami wyżej wskazanych...

I jakoś tak się to kręci...


Z disco na disco...jak nie w kl.III to w kl. V...


Zabawa full wypas;)



Moje drugie imię...Cyborg...świetnie pasuje...



Pociesza mnie myśl, że każdy dzień zbliża nas do wiosny...

Jak wyrosną moje tulipany i hiacynty, puszkinie i żonkile, narcyzy i anemony...

będę już innym człowiekiem...

Innym...nie znaczy lepszym...

Innym znaczy innym...czy mi się to spodoba?


Pożyjemy zobaczymy;)


Muszę Was częściej odwiedzać bo się ostatnio mega opuściłam;)


Poprawie się;)



Miłego wieczoru


Dominika







niedziela, 6 grudnia 2015

Mikołajki....





Świetnych prezentów życzy Mikołajowa Dominika;)

 

Mam nadzieję, że będą włóczkowe...kolorowe, mięciutkie i przytulaśne... 

No i koniecznie inspirujące;)


















Pozdrawiam serdecznie;)

piątek, 27 listopada 2015

27 dzień wyzwania -POMARAŃCZ






Ciężki temat...





POMARAŃCZ

 

 

 

 

 

 




Owoc...czyli pomarańcza?

 

 

 

 

 

 

 




Owoc, każdy widział , każdy zna...ludziom starszego pokolenia kojarzy się nie odmiennie ze świętami...


Dla mnie...najlepszy aromat do sernika...drobniutko pokrojona usmażona w cukrze skórka pomarańczowa...bajecznie pyszna...


Tropikalny smak...cudowny zapach...tło marzeń....


Małe nieletnie paluszki...ostry nóż...

deseczka i krojenie skórki...

uwielbiałam to od dziecka...

nadal uwielbiam...i nadal robię sobie swoja skórkę 

pomarańczową...


Niestety większość domowników nie toleruje skórki w serniku...

dlatego też na te święta sernik będzie tylko dla mnie;)

 hahahahha...

kto nie chce niech nie je;)


Taki mam niecny plan;)...

przecież mi się też coś od życia należy:)??? 

No nie???

 

 

Kolor....pomarańczowy...czyli pomarańcz?

 

 

 

 

 

Kolor...kiedyś kojarzony wyłącznie z robotnikami drogowymi... ciuchami roboczymi...

uważany za nie ładny.

 

Nadal nie nazwała bym go eleganckim...

 

Zaobserwowałam, że od kilku lat to jeden z moich ulubionych kolorów...

 

Łącze go nagminnie z różem...i kocham to połączenie... 

 

 

Jest cudownie energetyczne...ładuje moje akumulatorki napawając radością...

Nigdy za dużo pomarańczowej włóczki...każda ilość jest do wzięcia i do przerobienia...

hahahahahha



No i jeszcze lubię rude...



Włosy...koty...psy...rydze;)



Jak mawia mój mąż...gdy ufarbuje włosy na rudo...

"rude w domu psa nie trzeba"...

Taki nasz żarcik domowy...

że niby taka podła ze mnie kobieta...

Podła nie podła...rude jest świetne!








Czyż nie jest piękna???

 

 

 

No i jeszcze są nagietki...dla mnie kwintesencja lata...

 

 

 

 

Pozdrawiam energetycznie...pomarańczowo...

 

 

 

 

 

 

Dominika





 

 

 



środa, 25 listopada 2015

25 dzień wyzwania - TECHNOLOGIA







Dziś 

TECHNOLOGIA


Technologia  generalnie to metoda przygotowania i 

 

prowadzenia procesu wytwarzania...dóbr wszelakich...albo 

 

czegoś bardziej abstrakcyjnego np. informacji...

 

 

Lub też...sama w sobie jest procesem;)



Najlepsze do tych  procesów są  organizmy...

przy czym organizm ludzik słabo się do tego nadaje...

produkuje mleko tylko w określonej sytuacji, nie produkuje 

wełny...ani mięsa...jest sam w sobie mało użyteczny. 


Dobrze, że ma mózg chodziarz i dość sprawne manualnie 

dłonie...hahhaha



Tak więc człowiek, choć sam w sobie jest słaby...nieźle 

kombinuje...ciągle ktoś coś wymyśla, ulepsza...

 

Z reszta wiecie o co mi idzie;)



Podziwiam tych co wymyślają jak coś zrobić...


Ja umiem tylko wymyślić, jak zrobić żeby się nie narobić;)



Interesuje mnie proces powstawania rożnych rzeczy, dlatego też 

programy typu 

"Jak to jest zrobione"

uwielbiam;)


Pacze  sobie jak się produkuje żelki, piłki golfowe, siodła, 

kredki lub ciastka z kremem...fajne to;)




Jako użytkownik rozmaitych technologii do Nagrody Nobla 

 

nominuje twórców

 jeansów, butów do biegania, i czekoladek Lindor


bo zasługują maxymalnie;)


No dobra jeszcze koncern Toyota za duże i wygodne 

samochody...wielofunkcyjne;) błahahahahha


no i Mattela za lalki Barbie...bezapelacyjnie;)



Ich procesy technologiczne nie są mi do końca znane, ale 

popieram je w całej rozciągłości tego zagadnienia;)

 

 

Nie zapominam też o technologiach, które dają nam szybki internet;) 


Bo jak bym inaczej komunikowała się z Wami???


Tja...technologia klawa jest;)



 

 

Pozdrawiam Dominika;)



P.S. Zdjęcia jak zwykle zwinęłam z neta...przecież dostęp do technologii mam;)






wtorek, 24 listopada 2015

24 dzień wyzwania...DUŻY
















A co do dużego...

podobno duży może więcej...

hmmm....

propaganda;)





Dla mnie rozmiar nie ma znaczenia;)





Pozdrawiam serdecznie;)